To miał być dzień wyprawy po „złote runo”, nie tak, żeby zwyczajnie. Po coś się człowiek musi wyprawiać, jak już, to niech to będzie coś z wyższej półki światowej mitologii.
Po drodze na Osmanbey
1.30 wylot z Norymbergi, przesunięcie w czasie 2 godziny, czyli o 6.15 zgodnie z rozkładem wylądowałam w Stambule. Po drodze awaria metra. Straszny ścisk, pierwsza konfrontacja z Turczynką, której w tym ścisku przeszkadzał każdy dotyk. Wymieniłyśmy się uwagami na poziomie „no abla (siostro)” „co abla, abla”, a w języku gestów, „abla zobacz jaki ścisk, przecież ja też „cierpię” abla”. Na koniec „abla” , która znalazła miejsce siedzące, jak tylko zwolniło się koło niej, machnęła do mnie, żebym siadała, ona mi jako abli swojej, zaklepuje. Mężczyzna, który stał obok, uprzejmym gestem zaprosił mnie cobym spoczęła. Skorzystałam. W wyprawach metrem takie uprzejmości bardzo są w cenie.

Następnym punktem programu było poszukiwanie hostelu na chybił trafił. Okazało się, że nie mogę odpalić internetu. Jak wyprawa to na całego, bez błądzenia ani rusz. I tu niespodzianka. Ostatecznie wyszło na to, że zabłądziłam dokładnie tam gdzie miałam trafić, nie wstrzeliłam się o jakieś 50 metrów i dopiero chłopak, którego poprosiłam o pomoc poinformował mnie, że w sumie jestem na miejscu. Może zacznę trenować rzucanie nożami z zamkniętymi oczami?
Szkoda mi było czasu na nadrobienie sennych zaległości, od razu ruszyłam dalej. Jak Argonauci i złote runo to koniecznie Bosfor. Wybrałam się rejsowym promem z Üsküdar (przystanki promów znajdują się na przeciwko meczetu) do Aşyian. Stąd krótki spacer nabrzeżem i twierdza Rumeli, ale o tym przy innej okazji. Tutaj wrzucę tylko praktyczne info, obecnie w twierdzy, można zwiedzać tylko park i czynna jest restauracja. Trwają prace remontowe i mury są zamknięte, za to bilet kosztuje jak normalnie – 6 euro:).
Widoki piękne, miałam w planie jeszcze Emirgan Park, o którym wzmiankę znalazłam u Kasia Bondaruk-Augustyńczyk Vel Kejtbondna Fejsbuku, która zrobiła mi ogromną przyjemności i napisała i to jak napisała;) o Wolnym Wybiegu a przy okazji, że świetnie pisze i często bywa w Stambule, podejrzałam i zainspirowałam się. Park jednak odwiedzę przy innej okazji, bo jednak i zmęczenie dawało się we znaki i jeszcze dzisiaj „złote runo” do zdobycia.
Złote eklery z Osmanbey




Złote Eklery, które dla potrzeb tej opowieści weszły w rolę „złotego runa”, miały znajdować się w małej cukierni położonej niedaleko stacji metra Osmanbey. Znalazłam cukiernię, jednak okazało się, że złote eklery „wyszły”. No jak to, to ja tu, prawie specjalnie po te eklery z Deutschlandu. O Bogowie! Pani pełniąca honory cukierni, pokazała mi eklera, który jest jak ten złoty. No dobra pomyślałam, nadszedł czas pocieszania zamiast tryumfu. W ramach wzmocnienia „kuracji” wzięłam jeszcze kusząco wygladające ciasteczko pistacjowe. I powiem jedno, nie tylko złoto co się złoci. To było przepyszne. Do tego towarzystwo szkieletu pędzącego dinozaura i wszechobecnego pudrowego różu. I wylądowałam na chwilę w niebie, na Olimpie turystycznych uniesień. Jak będziecie w Stambule polecam to nieoczywiste miejsce. Warto, szczególnie, że do tego wszystkiego podają najlepszą herbatę jaką do tej pory piłam w Stambule.
Tak na wszelki wypadek i na zapas. Smacznego;).
Moliendo’one Coffee
Bozkurt, Ergenekon Cd. 37, Şişli/Stambuł
Gdybyście szukali innych pistacjowo-truskawkowo-czekoladowych inspiracji, bliżej turystycznego centrum, zapraszam TUTAJ!

