Jedykuła, było takie słowo w języku polskim. Pochodziło prosto ze Stambułu. Z miejsca dawnych tryumfów bizantyńskich cesarzy, ceremonialnych wjazdów do miasta, gdzie Via Egnatia rzymska droga docierała do murów Konstantynopola, do Złotej Bramy, tryumfalnej bramy wybudowanej przez Teodozjusza I w 388r.
Z biegiem lat ta część fortyfikacji, straciła swoje ceremonialne znaczenie i została przebudowana w twierdzę. W czasach Mehmeta Zdobywcy przekształcono ją w więzienie, o rygorze, nawet jak na tamte, niezbyt subtelne czasy, zaostrzonym na tyle, by jego wspomnienie budziło grozę. I to właśnie oznaczało słowo jedykuła, więzienie.
Yedikule zamek Siedmiu Wież, bo o nim tu mowa, w ten oto, niezbyt sympatyczny sposób utrwalił się w świadomości mieszkańców Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Jak pisał Zygmunt Gloger, Prawie nie było rodziny szlacheckiej w narodzie polskim, której bliższy lub dalszy krewny pojmany w niewolę nie przechodził kaźni Jedykułu, zbroczonej krwią męczeńską Wiśniowieckich i Koreckich. (1)

W poł. XIX wieku odwiedził, nieczynne już w owym czasie więzienie, Ignacy Hołowiński, arcybiskup mohylewski. Zrobiło na nim przygnębiające wrażenie. Smutno być w tym więzieniu! Gdzie rzucisz okiem, spotykasz wszędzie pamiątkę cierpień ludzkich: po ścianach na małych tabliczkach marmurowych widać mnóstwo napisów łacińskich, francuskich i włoskich, któremi więźniowie Wysokiej Porty chcieli swej niewoli pamięć uwiecznić.
Przez zasłonę blisko 200 lat, podajemy sobie z biskupem Hołowinskim rękę. Łączymy się w smutku. Bo pomimo, że miejsce to dzisiaj „wygładzone”, trawnik na dziedzińcu przycięty, na środku stoi zgrabny pawilon, w którym można napić się kawy, herbaty, przysiąść na chwilę pokontemplować otoczenie, chociaż widok z murów na Bosfor i miasto zapiera dech to towarzyszyło mi tam jednak przygnębienie
I nie był to huzun, stambulska nostalgia, o której tak przejmująco pisał Pamuk. Smutek pozbawiony ludzkiego towarzystwa, odarty z celebracji, pieśni, opowieści, tęsknoty traci na uroku, staje się uczuciem upadłym na samo dno przygnębienia. Może to miejsce przebrzmiałej sławy, w którym kurtyna chwały opada i odsłania cenę, którą za każdy tryumf płacą pokonani? Suma tragedii i upadku dwóch mocarstw, i tysięcy pojedynczych uczestników gry nazywanej polityką? A może bilans historii, która jak walec rozjeżdża wszystko co stoi jej na drodze? Może to rachunek, który zapłacić trzeba za to co widać za murami twierdzy, za życie, które toczy się swoim rytmem, cały ten zgiełk który pcha dalej i wyżej.








Nie byle kto był „płatnikiem historii” w twierdzy Yedikule . Zawieszony za „poślednie ziobro” albo ścięty toporem kata, a jego głowa lądowała w krwawej studni, którą można obejrzeć pomiędzy spacerem po fortyfikacjach a herbatą albo wizytą w toalecie.
Sułtan Osman II, zamordowany przez janczarów, ostatni cesarz Trapezuntu Dawid II Wielki Komnen, hospodar włoszczyzny Konstantyn Brincoveanu, król Grecji Szymon I, to tylko kilka bardziej znaczących postaci straconych w Yedikule.
Samuel Korecki
Po klęsce pod Cecorą w 1620 r. trafił tu także hetman polny koronny Stanisław Koniecpolski. Miał szczęście, sułtan przyjął okup za jego uwolnienie. Nie wszyscy mogli skorzystać z łaski jaką okazano hetmanowi. 27 czerwca 1622 r. stracony tu został, pojmany wraz z Koniecpolskim, Samuel Korecki herbu Pogonia, znany dowódca, zagończyk i awanturnik. (2)
Postać niezwykłe ciekawa, spolonizowany ruski magnat, człowiek wykształcony oraz obdarzony temperamentem, przez który pakował się niejednokrotnie w kłopoty, ale też do czasu, finezyjnie i z głową na karku się z nich wydostawał. Naraził się mocno sułtanowi ingerując w walki dynastyczne w Mołdawii i na Wołoszczyźnie. W 1616 r. po raz pierwszy trafił do tureckiej niewoli. Nie na długo, zbiegł bowiem w przebraniu kupca i przez Rzym oraz Wiedeń powrócił do Rzeczpospolitej. „Nic dwa razy się nie zdarza” tak mógłby Korecki wydłubać na ścianie swojej więziennej celi, przy odrobinie czarnego humoru i znajomości kultowych tekstów przyszłości. Tym razem, nie udało mu się bowiem przechytrzyć Turków. Nie pomogły też starania o jego uwolnienie ani propozycje okupu. Wielka Porta zaliczyła Koreckiego do najbardziej zagorzałych wrogów, a dla tych nie było litości. Jak przekazał Kasper Niesiecki w drugim tomie Korony Polskiej (Lwów 1738) mąż ów statuy rosłej, dowcipu pięknego, odwagi i siły niezwyczajnej”, postanowił się bronić do końca, nawet gołymi rękami. Wyrwał nóż jednemu z Turków, zabijał i ranił napastników „póki sił stawało; dopiero ieden od wielu zwątlony i zaduszony. Ciało Koreckiego udało się wykupić i przewieźć w tajemnicy do Polski w worze oblanym smołą. Został pochowany w Korcu u Ojców Franciszkanów.
Dymitr Wiśniowiecki Bajda
61 lat wcześniej podobny los spotkał innego kniazia i awanturnika dawnej Rzeczpospolitej, Dymitra Wiśniowieckiego zwanego przez Kozaków Bajdą. To on ufortyfikował Małą Chortycę dając początek Siczy Zaporoskiej. Wsławił się łupieskimi wyprawami na pogranicze tatarsko – tureckie, które organizował w imieniu Rzeczpospolitej, a kiedy pokłócił się z Zygmuntem II Augustem, na rzecz Iwana IV Groźnego, czyli de facto głównie w swoim imieniu i na swoją korzyść. Zorganizował między innymi bardzo udaną wyprawę na Krym, gdzie odbił jasyr, wziął jeńców i zdobył bogate łupy.
Podobnie jak dla Koreckiego, dla Bajdy zgubną okazała się interwencja w sprawy wołoskie (1563 r. ). Został podstępem zwabiony przez ówczesnego hospodara Stefana Tomżę. Tomża pojmał Wiśniowieckiego i towarzyszącego mu podolskiego szlachcica Jana Piaseckiego. Obu wysłał do Konstantynopola jako dar dla sułtan. Liczył na to, że pozyska w ten sposób uznanie jego aspiracji do tronu wołoskiego.

Sulejman Wspaniały prezent potraktował dość obcesowo: obu szlachciców kazał stracić. Marcin Bielski (1832) tak opisuje śmierć skazańcow – „…którzy tam na haku obydwa zawieszeni byli: nad odnogą morską ku Galacie idąc. Piasecki łatwiey skonał, bo lecąc na haku za ud, a głową się na dół obrócił y tak prędko go krew zalała. A Wiśniowiecki za żebro uwiazł y tak oczyma obrócił ku górze, przeto był żyw do trzeciego dnia, aż go Turcy ustrzelili z łuku gdy przeklinał ich Mahometa”.
I dla Tomży to lizusostwo okazało się tragiczne w skutkach. Sulejman co prawda prezent przyjął, nie miał jednak zamiaru udzielić hospodarowi swojego wsparcia, co ostatecznie doprowadziło do otwartego konfliktu. Wkrótce hospodara opuścili jego zwolennicy a on sam musiał się ratować ucieczka do Polski. A tam na życzenie sułtana został z rozkazu króla polskiego Zygmunta Augusta ujety i ścięty w 1564 r. Czyżby w ramach ocieplania relacji Rzeczpospolitej z Imperium Osmańskim?
Nie mogę w tym miejscu ukryć, że odczuwam jakąś dozę satysfakcji i komizm tkwiący w sile powracającej karmy.
Śmierć Wiśniowieckiego, z biegiem czasu stawała się motywem ludowych pieśni i opowieści, powoli obrastając legendą. Sułtan podziwiając jego męstwo miał mu ponoć zaoferować rękę swojej córki, pod warunkiem, że ten przejdzie na wiarę Mahometa. Bajda (ten z legendy) docenił walory sułtańskiej córki, nazwał jednak islam psią wiarą i ofertę odrzucił, za co sułtan rozkazał powiesić go za poślednie ziobro. Wisząc już na haku, miał jeszcze wyrwać jednemu ze strażników łuk i przez trzy dni razić z niego Turków, a i samego sułtana trafić przy okazji. Wtedy, aż dziw bierze, że dopiero po trzech dniach, kazali go dobić. Turcy dobywszy mu serce i podzieliwszy się nim, żarli je, a to dla nabycia męstwa, jakie ów waleczny rycerz posiadał.
Jerzy Chmielnicki syn Bohdana
Innym ze znacznych, i powiązanych z Rzeczpospolitą więźniów przetrzymywanych w Yedikule był Jerzy Chmielnicki syn Bohdana. Należał do odrębnej grupy skazańców, tych, których warto przetrzymywać na wypadek sprzyjających okoliczności, mogą się wszakże przydać osmańskiej dyplomacji w rozlicznych grach politycznych. Chmielnicki próbował uciekać, a że mu się to nie udało został „skazany na kije” i przykuty do ściany wiezienia. Jednego dnia otworzyły się drzwi więzienia (…) z okazałością prowadzą do Sultana, który go mianuje księciem i hospodarem Rusi (1678). Już po trzech latach Turcy pozbawili go tej funkcji, a że potem uznali ją Polacy, został pojmany i jednak nie uniknął „raty” na rzecz historii, nie w Yedykule ale Kamieńcu Podolski Turcy stracili go przez uduszenie.
I ja podobnie jak biskup Hołowiński rzuciłam To siedlisko płaczu i zgrzytania zębów, co było świadectwem tylu okropnych dramatów. Jeśli tam jeszcze wrócę, wezmę ze sobą cienką prawosławną świeczkę, by na samo dno „krwawej studni” wrzucić odrobinę światła pamięci i celebracji.
Wszystkie moje teksty
są dostępne za darmo
– bo wierzę w dzielenie się opowieścią
i przydatną informacją.
Jeśli jednak uznasz, że coś Ci dały,
możesz zostawić mi napiwek,
symbolicznie zaproszając mnie
na kawę albo piwo:)
☕️🍺.
To drobny gest, który bardzo realnie pomaga mi pisać dalej.

Tego dnia ruszyłam jeszcze dalej i trafiłam w zupełnie odmienne energetycznie rejony, ale o tym w następnym odcinku.
- Artykuł powstał w głównie w oparciu o dwa teksty, zamieszczone na stronie internetowej Muzeum Pałacu Jana III Sobieskiego w Wilanowie: R. Marcinek, Jedykula – tureckie Zamek Siedmiu Wież oraz H. Widacka, Śmierć Samuela Kordeckiego w Stambule. Cytaty, które zamieszczam w tekście pochodzą z tych publikacji.
- Żeby dodać pikanterii historii nadmienię, że w tym czasie w więzieniu przebywał jeszcze Koniecpolski, który wróci do Rzeczpospolitej w 1623, a miesiąc wcześniej w maju 1622 zamordowany został przez Janczarów ten, który tryumfował pod Cecorą, sułtan Osman II. To temat na odrębną opowieść pokazującą jak bezwzględnie Osmanowie traktowali także przedstawicieli swojej rodziny, w imię zachowania jedności i siły imperium
- Obraz zamieszczony jako przewodnia grafika tekstu to Śmierć Samuela Koreckiego, rycina Jana Styfiego wg rysunku Erazma Fabijańskiego i Juliusza Kossaka. 1862, Biblioteka Narodowa

Atatürk atrakcje Bizancjum ciasteczka ciekawostki Emirgan Park Hagia Sophia Hekate historia Istanbul jak dojechać Justynian Kadiköy kawa kawiarnie komunikacja miejska Konstantynopol Konstantyn Wielki książki Küçük Ayasofya Camii lektury Marcelina Szumer-Brysz Matka Boska Mała Hagia Sophia Moda Iskelesi Mury Teodozjusza Osmanbey Park Gülhane porady punkt widokowy półksiężyc reportaże Stambuł Stambuł inaczej Stambuł praktycznie Turcja turecka flaga Yedikule Zamek Siedmiu Wież zabytki zabytki bizantyńskie Złota Brama çiğ köfte ćwiczenie z wyobraźni śniadanie św. Mikołaj
